
.
W sytuacji wojny czy zarazy człowiek zmuszony jest ryzykować życiem. Strach przed śmiercią ujawnia często jego nieznane oblicze. Czasami daje znać o sobie brawurowa, wręcz szalona odwaga, a czasami tchórzostwo.
Trudne decyzje
Jednak w sytuacjach granicznych problemem jest coś innego. Zmuszeni jesteśmy dokonywać w nich wyborów, które nie są jasne. Podejmując decyzje nie mamy do końca pewności czy dobro i racja są po naszej stronie?
Przykładowo. Dowódca musi zadecydować czy zaryzykować ocalenie dwóch plutonów kosztem jednego. Jeden powstrzymuje wroga, dwa się wycofuje. Czy może podjąć ryzyko walki trzema plutonami? Nigdy do końca nie ma pewności, jaka decyzja będzie lepsza.
Inna sytuacja. Ktoś powodowany uczuciami patriotycznymi chce pomóc partyzantom, ale naraża na śmierć członków rodziny. Poza tym partyzanci, którzy chcą się ukryć – teoretycznie – mogą być podstawieni (sprawdzają, czy w tym domu pomaga się podziemiu).
W trakcie zarazy z kolei można zarazić siebie, ale i innych. Ktoś nie boi się choroby, ale powinien brać pod uwagę, że zarazi inne osoby, a gdzieś na końcu tego łańcucha zarazy doprowadzi do czyjejś śmierci.
Jeśli podejmując decyzję w sytuacji zagrożenia ryzyko dotyczyłoby jedynie nas samych, wówczas łatwiej byłoby dokonać nawet trudnego wyboru. Jeśli jednak dotyczy ona innych, to nie wystarczy samo męstwo – musi dołączyć się roztropność.
Tchórzostwo blokuje roztropność
W czasie zagrożenia życia ujawniają się dwie postawy. Zwrócił na nie uwagę już Tukidydes w swojej w Wojnie peloponeskiej:
„bez odwagi żadna sztuka (wojenna – dop. DZ) nie ma najmniejszego znaczenia w chwili niebezpieczeństwa. Strach bowiem hamuje pamięć i sztuka bez odwagi jest zupełnie nieużyteczna”.
Znaczenie charakteru podkreśla również w innym miejscu:
„brak wykształcenia połączony z siłą charakteru większy pożytek państwu przynosi niż wiedza bez charakteru”.
Zatem odwieczny problem pedagogiczny: co ważniejsze wychowanie czy nauczanie w sytuacji zagrożenia przechyla się w stronę wychowania.
Odwaga zatem jest konieczna do podjęcia sensownych działań, bo inaczej roztropność zostaje przyblokowana i wiedza, doświadczenie, stają się bezużyteczne.
Co więcej, czasami tchórzostwo przyjmuje pozory racjonalności, tzn. lęk sprawia, że akceptujemy jedynie „straszną argumentację”, aby uzasadnić postawę defensywną.
Bezmyślna zuchwałość jako męstwo
Druga postawa cechuje się nadmierną odwagą, brawurą. Zazwyczaj to takie wzajemne nakręcanie się „bohaterów” w tonacji: „jestem odważniejszy od ciebie”. O takiej postawie Tukidydes pisze w kontekście sporów partyjnych, ale myślę, że ma ona swój szerszy kontekst, także wojenny:
„Nierozumna zuchwałość uznana została za pełną poświęcenia dla przyjaciół odwagę, przezorna wstrzemięźliwość — za szukające pięknego pozoru tchórzostwo, umiar — za ukrytą bojaźliwość, a kto z zasady radził się rozumu, uchodził za człowieka wygodnego i leniwego; bezmyślną zuchwałość uważano za cechę prawdziwego mężczyzny, a jeśli ktoś się nad czymś spokojnie zastanawiał, sądzono, że szuka dogodnego pretekstu, aby się wycofać.” (Wojna peloponeska)
Mamy zatem dwie skrajne postawy: tchórzostwo (sparaliżowany rozum, zablokowana roztropność) oraz brawura, osoby, które chojrakują udając gierojów (również brak rozwagi). W tym drugim przypadku wszelkie próby racjonalnego podejścia będą uważane za przejaw tchórzostwa
Złoty środek
Jak widać potrzebna będzie roztropność, która zrównoważy te postawy. Trzeba zatem spróbować znaleźć „złoty środek”. (Grecy powiadali, że umiaru nigdy dość i nie da się w nim przesadzić).
Arystoteles umiar w cnocie określa następująco:
„ona bowiem dotyczy doznawania namiętności i postępowania, a w ich właśnie w obrębie istnieje nadmiar, niedostatek i właściwy środek. I tak obawiać się, być odważnym, pożądać, gniewać się, litować się i w ogóle radować się i smucić się można i zbytnio, i za mało, a w obu tych wypadkach niewłaściwie: doznawać zaś tych namiętności we właściwym czasie, z właściwych przyczyn, wobec właściwych osób, we właściwym celu i we właściwy sposób – to właśnie jest drogą zarówno środkową, jak i najlepszą, i to też jest istotną cechą dzielności etycznej; podobnie istnieje także nadmiar, niedostatek i środek w odniesieniu do postępowania” Etyka nikomachejska 1106b, tłum. D. Gromska
„Woźnica cnót” wskazuje nam ten najlepszy ze środków, który nie jest geometryczny, ale wynika z oceny sytuacji.
Roztropność i coś więcej
Co prowadzi do roztropnego wyboru? Przede wszystkim pamięć i przywołanie doświadczenia, przyjrzenie się okolicznościom z jakimi mamy do czynienia, słuchanie rad mądrzejszych, pewna intuicja (domyślność – wszystkiego niestety nie da się przewidzieć) i wreszcie decyzja.
Ale to jeszcze nie wszystko. Konieczne będzie konsekwentne działanie i zapobiegliwość, aby radzić sobie z nagłymi niebezpieczeństwami i uwzględniać zmieniające się okoliczności już w toku realizacji dzieła.
Roztropność w zasadzie odwołuje się do rozumu, ale czasami działa pod natchnieniem Ducha Św. Taki św. Maksymilian Kolbe, gdyby kalkulował po ludzku to łatwo wytłumaczyłby sobie, że oddanie życia za swojego obozowego współtowarzysza nie ma sensu.
Po pierwsze – on jako ksiądz mógłby przed śmiercią wyspowiadać jeszcze wiele osób, po drugie mając taki rozmach organizacyjny mógłby po wojnie wybudować wiele dzieł Bożych.
Jednak nie poszedł za radą rozumu, nie postąpił „racjonalnie” i prawdopodobnie swoim przykładem nawrócił czy dopomógł duchowo o wiele większej licznie osób, niżby to wynikało z rozumnej kalkulacji.
Jednak do tego trzeba widzieć szerzej i działać pod natchnieniem Ducha Bożego. Niemniej trzeba tu podkreślić, że nieszczęściem jest, gdy komuś się tylko wydaje, że pod takim natchnieniem działa.
Generalnie sytuacje o których tu piszę, czyli wojny i zarazy, są dla człowieka, który chciałby postępować w jasnych warunkach moralnych, niezwykle trudne.
Wymagają głębokiej roztropności, której do pewnego stopnia można się nauczyć, ale – prawda jest taka – że nie zawsze to jest możliwe. A nawet, gdy da się ją ukształtować, to jak podkreślił Tukidydes, trzeba mieć jeszcze odwagę, która odblokowuje zdrowy rozsądek.
ZAMÓW KSIĄŻKĘ




