
.
Efekt „a co mi tam” sprzyja porzuceniu podjętego postanowienia i ma daleko idące konsekwencje dla osłabienia naszej samokontroli. Na czym on polega?
Opisałem go kilka tygodni temu w tym artykule. W skrócie przypomnę w czym rzecz.
Dzień na straty
Jeśli wyznaczymy sobie jakieś postanowienie na dany dzień, to gdy go nie dotrzymujemy, tracimy motywację do dalszych zmagań (eksperyment Petera Hermana). Na drugi dzień jesteśmy w stanie się podnieść i kontrolować od nowa, ale dany dzień spisujemy jakby na straty. (O efekcie “a co mi tam” na podstawie: Roy. F. Baumeister, John Tierney, Siła woli, Poznań 2013).
Przy czym niekoniecznie musi to być odstępstwo, które odcina nas od łaski Bożej. Złamanie takiego postanowienia nie musi być grzechem. Może być ono rezygnacją z ćwiczenia duchowego (ascezy), a to nie zawsze należy utożsamiać z utratą łaski uświęcającej.
Jeśli ktoś na przykład postanowił sobie, że nie będzie w danym dniu jadł słodyczy, to fakt ulegnięcia pokusie nie jest przecież grzechem śmiertelnym, ba, nawet nie musi być przejawem szczególnego obżarstwa. Jednak sam fakt odejścia od postanowienia uruchamia pewien proces paraliżu woli, który sprawia, że do końca dnia przestajemy kontrolować się w kontekście spożywania słodyczy.
Efekt „nie ma sensu”
W przypadku, gdy popadamy w grzech ciężki, pojawia się nieco inne zjawisko. Nazwiemy go na użytek tego artykułu efektem „nie ma sensu”. Od razu zaznaczam, że nasze odstępstwo od miłości Bożej nie musi się wiązać się bezpośrednio z naszym postanowieniem. Może po prostu dotyczyć innego obszaru naszego życia.
Tak czy inaczej odcinamy się od łaski Bożej, a równocześnie tracimy także ziemską motywację do zmiany naszego postępowania, zgodnie z wyznaczonym wcześniej kierunkiem. Pojawia się wspomniany efekt „nie ma sensu”.
Uaktywnia się mniej więcej taki mechanizm: dlaczego mam się męczyć, odmawiać sobie smakołyków, ustępować w konfliktach z ludźmi, zmagać się z lenistwem, chciwością, zazdrością, gniewliwością, odkładaniem na później, skoro i tak wszystko na nic, skoro i tak z powodu grzechu nie mam szansy na zbawienie?
O ile w klasycznym zjawisku „a co mi tam”, coś w nas pęka i zazwyczaj dotyczy tylko danego dnia, a kolejnego poranka wracamy pełni zapału do zmagań z naszą wadą, to w przypadku popadnięcia w grzech ciężki, paraliż woli jest głębszy. Wchodzimy w stan z pogranicza acedii (niemożności działania związanej z utratą wiary w cel) i rozpaczy (nie ma dla mnie nadziei).
Jedynym rozwiązaniem jest jak najszybsze wyspowiadanie się, bo tylko wtedy możemy uzdrowić się duchowo i psychicznie. Odzyskać łaskę i sens naszych zmagań z własnymi słabościami.
Fot. Pixabay.com/pl Hans CCo Creative Commons
ZAMÓW KSIĄŻKĘ




