.

Znamy tę historię. Syn marnotrawny roztrwonił wszystko, a potem wrócił i w nagrodę ojciec wyprawił mu huczne przywitanie!

Prawda, że coś zgrzyta?

Wyobraźmy sobie dzisiaj taką sytuację. Synek mówi do ojca: „daj mi moją część majątku, chcę pójść na swoje.” No i dostaje samochód, pieniądze (taka bogata rodzina) i wyjeżdża z miasta, bo nie chce słuchać ciągłych uwag, że to lub tamto robi źle.

Po pewnym czasie rozbija wóz, przepija wszystko lub przegrywa w karty, wraca do domu, a ojciec wyprawia mu imprezę, zamawia fajne jedzonko, sprasza sąsiadów, bo syn wrócił.

Myślę, że nawet liberałowie wychowawczy skrytykowaliby takie podejście.

Dwa błędy

Z punktu widzenia pedagogicznego mamy tu przynajmniej dwa błędy.

Po pierwsze: złe zachowanie powinno zostać ukarane, a nie nagrodzone, żeby się nie utrwalało. Jeśli się go nagradza, to trzeba spodziewać się „powtórek z rozrywki”.

Po drugie: grzech wymaga oczyszczenia, czyli pokuty (kary).

Spróbujmy bronić ojca

To prawda – są pewne zasady czy zwykłe poczucie sprawiedliwości, ale niekiedy trzeba postąpić niekonwencjonalnie. Naszym celem jest zdobycia zaufania młodego człowieka i przekonanie go do naszych wartości.

Wybuch ojcowskiej miłości, gdy syn spodziewa się kary, jest dla niego szokiem. Jeśli chłopak ma pewne zasady, które zostały przykryte przez “burzę młodości”, to teraz wyrzuty sumienia i nauczka wyniesiona z całej tej sytuacji może go od wewnątrz skutecznie zmieniać.

Oczywiście takie podejście jest zawsze ryzykowne i trudno je polecać jako ogólną zasadę postępowania (rozważamy kwestie wychowawcze, nie duchowe, o nich za chwilę!).

Jest dopuszczalne w wyniku głębokiej znajomości konkretnego dziecka. Dzięki tej znajomości ojciec wie, że taka metoda, takie podejście, będzie najlepszym rozwiązaniem. Pozwoli zdobyć zaufanie syna, zaś podejście surowe utrwali uprzedzenie i złość.

Potwierdzenie dobrego kierunku działań można dostrzec w fakcie, że syn wykazuje skruchę. Mówi, że chce zostać najemnikiem w domu ojca swego. Czyli de facto deklaruje odbycie pokuty za popełnione winy. Jest skrucha, zatem wszedł na dobrą drogę.

Przypowieść ma charakter religijny

Trudno rozdzielać religię od wychowania, ale w tym przypadku należy podkreślić pewną rzecz. Przypomnijmy sobie, w jakim kontekście Jezus Chrystus opowiada tę przypowieść? Co chce przekazać?

Po pierwsze. Chce nam powiedzieć, że Bóg raduje się z każdego nawróconego. W sensie duchowym nastąpiła przemiana i to jest ważne.

Po drugie – ci co mają o sobie dobre mniemanie stają się zatwardziali, nie mają szczerego żalu, wydaje się im, że są doskonali, jakby zapominając o Panu Bogu (Łk 15,7).

Wniosek – wszyscy musimy pokutować i żałować za grzechy. Jeśli nie żałujemy to już stajemy się marnotrawni, nawet gdy formalnie nie uciekamy z domu.

Czas na wnioski

Przede wszystkim rozróżnijmy duchowy, nadprzyrodzony wymiar wychowania od naturalnego. W wymiarze nadprzyrodzonym potrzebny jest nieustanny żal za grzechy i pokuta, wtedy w odpowiedzi na naszą skruchę Pan Bóg udziela nam łask. Otrzymujemy szczególną moc opierania się złu i trwania w dobru.

Omawiana przypowieść ma wymiar duchowy.

W wymiarze naturalnym zaś musimy wciąż się przełamywać i mozolnie wypracowywać daną sprawność. W praktyce często jest tak, że łaska staje się jakby iskrą do przemiany, która jest kontynuowana już w wymiarze naturalnym. Ojciec Woroniecki napisał, że pojawia się wtedy coś na kształt „żelbetonu duchowego”, który nie da się złamać.

Jeśli syn marnotrawny nie rozpocząłby dzieła budowania cnoty również w wymiarze naturalnym, to można się spodziewać, że po pewnym czasie wybrałby się na… kolejną wycieczkę do pobliskiego miasta.

Z drugiej strony poleganie tylko na własnych siłach, na swoich dobrych uczynkach jest zawodne, bo sprzyja pojawieniu się pychy, która „blokuje” dostęp do łaski. Trzeba się wtedy bardzo kontrolować, żeby nie ulec egoizmowi.

Jak widać należy jedno i drugie wzajemnie równoważyć w duchowym rozwoju i wychowaniu.

Widzimy zatem, że ojciec „syna marnotrawnego” nie jest pedagogicznym postępowcem, bo jego zadaniem jest uświadamia nam, jak Pan Bóg reaguje na sytuację nawrócenia.

O jego rzeczywistych poglądach na wychowanie moglibyśmy mówić, gdybyśmy wiedzieli jak postępował z synem marnotrawnym, gdy przywitanie się skończyło. Czy wtedy zaczął stawiać mu wymagania, podciągał „do góry”, czy też na wszystko pozwalał w imię „wolności”?

ZAMÓW KSIĄŻKĘ


Zamów: Rozumna dyscyplina
Zamów: Sztuka samowychowania
form
Zamów:Decyduj i walcz!
Zamów: Żelazna wola
Zamów:Nieposłuszne dzieci, posłuszni rodzice
.-----